Karnawał w Rio de Janeiro


Katarzyna Nosowska napisała „Teksański” ponad dwadzieścia lat temu. Karnawał w Rio de Janeiro niezamierzenie okazał się swego rodzaju parafrazą utworu.

No tak… no cóż… jak zwykle, a w każdym razie jak przeważnie… Wiem, co chcę napisać, naprawdę o coś mi chodzi, mam coś do powiedzenia, jakieś ważne przesłanie dla ludzkości albo po prostu coś ciekawego, wartego uwagi. Myśli kłębią mi się w głowie, a co jedna to mądrzejsza, co druga bardziej lotna. Słowa buzują pod czaszką, uderzają jak dziecko rączkami i nóżkami w łonie matki. Nie, nie jak dziecko! Nie jak bliźniaki! Nawet nie jak czworaczki, czy inne znane medycynie rzadkie przypadki. Ale jak tłum cały. Jak rozwrzeszczane targowisko pełne przekrzykujących się przekup – świeże, świeżuteńkie! Jak autobus linii 26 po szesnastej, kilkakrotnie przekraczający dopuszczalny załadunek osób. Trzeszczący, podskakujący na wszystkich koleinach ulicy. Czy wreszcie jak bal, korowód roztańczony, karnawał w Rio de Janeiro. Pięknie, pięknie – kolorowo!

babach2.jpg (fot. Krzysztof Cześniak)

Stwierdzam po chwili, że warto byłoby ten karnawał uwiecznić, namalować. Przygotowuje więc swoje ulubione do tego celu stanowisko – łóżko, koc, lampkę, świeczkę, zeszyt – brulion A4, taki z szarą tekturową okładką, z kamieniczkami na poznańskim Starym Rynku. Ech… kiedy go wreszcie zapełnię… siadam wygodnie, zawijam się w koc, biorę długopis, włączam go z namaszczeniem… po czym… wyłączam – już bez namaszczenia. Po chwili znowu naciskam mały srebrny walec na końcu długopisu – wychodzi kawałek wkładu. Pstryk – chowa się. Powtarzam tę czynność, dochodzę do coraz to większej wprawy – idzie mi to coraz szybciej.

Aby się uspokoić przeglądam to, co powstało ostatnio, jakieś dwie kartki temu… Szkoda… Szkoda papieru, szkoda czasu, szkoda mnie. Chociaż – brulion, stary już jest, jak było wyżej wspomniane. Czas dość podzielny, trzeba go sobie tylko dobrze zorganizować. A ja? Zapiszę przynajmniej sens tej myśli, którą chciałam rozwinąć, zapleść jak bluszcz dookoła kolumny. Z mojego barwnego obrazka, który miał przedstawiać kolorowy korowód z Rio de Janeiro powstanie marny, szary szkic. Trzeba będzie podpisać co przedstawia ilustracja. Nikt by się w szarej kresce nie dopatrzył koloru kwiatów, barwnych strojów, błysków oczu i uśmiechów. Kolejny szary obrazek odłożę do szuflady z nadzieją, że pewnego dnia najdzie mnie ochota aby go wyjąć, pomalować radosnymi odcieniami farb, że uda mi się przywołać tę zadziwiającą grę kolorów, niesamowite, radosne, pełne życia i energii zestawienie barw, jakie jeszcze niedawno buzowało w mojej głowie chlapiąc przy tym tęczowymi kleksami na lewo i prawo. Ach, i podpisać miałam. Zaraz, zaraz, co to u licha miało być… Ach tak – dance macabre – kreślę niezdarnie – zerkam do szuflady – numer 253.

Strona WWW Katarzyny Nosowskiej

o autorze

Kasia Kawka

Potrafi nieźle zamieszać i uczy tego innych. Dziennikarka Magazynu Lubelskiego LAJF. Uwielbia góry, zwierzęta i żonglerkę słowną.