Stop!

„Dziwny jest ten świat” – z głośników wieży dobiegały do moich uszu słowa piosenki Niemena. Nie lubię go. Wolę ciszę, zwłaszcza dzisiaj. Sięgam po pilota. Końcem paznokcia pomalowanego na różowo naciskam guzik pod napisem „stop”. Szkoda, że jest to pilot tylko do wieży – przebiegło mi przez głowę – przydałby się taki do życia. Kiedy chcesz, możesz zatrzymać, cofnąć czas, albo przeskoczyć szybko do przodu. Niestety, nikt jeszcze nie wynalazł czegoś takiego.
Nacisnęłam „stop”, ale chyba coś się zacięło. Niemen zamiast zamilknąć ciągnął w nieskończoność „a”. Zirytowało mnie to, zamiast ciszy słyszę wibrujący dźwięk, drażniący moje uszy. Zwlekam się z łóżka, podchodzę do wieży. Kręcę jedną gałką – nic, drugą – też nic, naciskam po kolei wszystkie przyciski – ten sam efekt. Najwyraźniej padłam ofiarą złośliwości rzeczy martwych. Ale i tak znajdę na ciebie sposób – rzucam pełne pogardy spojrzenie w kierunku umyślnie złośliwego urządzenia i idę wyłączyć wtyczkę z gniazdka. Nim to zrobiłam, mój wzrok pobiegł w kierunku okna – niesamowite – wielki gołąb zastygł w powietrzu, nie macha skrzydłami, nie rusza się, wygląda jak ozdoba choinkowa zawieszona na niebie, na niewidzialnej nitce. Wszystko za oknem wygląda jak martwe. Nawet wiatr stoi w miejscu przytrzymując gałęzie drzew. Nic nie rozumiem. Podchodzę do drugiego okna. To samo. Wszystko zamarło. Samochody stoją w miejscu, ptaki zawisły w powietrzu, nawet pies z nogą podniesioną przy drzewku zastygł w bezruchu. Ludzie także się nie ruszają. Pochylona staruszka z siatkami w rękach ani drgnie. Dzieci, niczym kolorowe pomniki stoją na trawie. Niebieski chłopiec szykuje się do odbicia piłki, która zawisła tuż nad nim. Z niedowierzaniem spoglądam na swoje ręce – unoszę je do góry. Wszystko jest w porządku. Mogę się poruszać. Nagle… Czyżby to była przyczyna wszystkiego? Mój pilot? Naciskam „play”. Staruszka zrobiła kilka kroków, niebieski chłopiec odbił piłkę, samochody pojechały parę metrów dalej, a pies odbiegł kawałek od drzewa. Ponownie naciskam „stop”. Znowu wszystko znieruchomiało. Wybiegam z mieszkania. Czekam na windę, ale nie przyjeżdża. Utknęła między piętrami. Zbiegam po schodach. Na ulicy słyszę jednostajny dźwięk, od którego aż drży powietrze. Przechodzę koło dziewczyny wpatrzonej gdzieś w dal. Taki wzrok widziałam kiedyś w lustrze, ale to było dawno. Dochodzę do sklepu, pod którym stoi kilku mężczyzn. Jeden ma butelkę taniego wina przytkniętą do ust, pozostali wpatrują się w nią, jakby odmierzali mu chwilę fermentowanego zapomnienia. Zastanawiam się, czy oni byli kiedyś tacy jak ja. Mijam staruszkę z siatkami, jej wzrok zatrzymał się na czubku buta. Zerkam na jedną z jej siatek – pokarm dla kanarka.
Patrzę na pilota, którego cały czas trzymam w dłoni. Teraz los zależy ode mnie. Mogę przeskoczyć do przodu – kiedyś w końcu musi być lepiej. Mogę cofnąć czas. Tyle bym dała, żeby wrócić o jakiś czas wcześniej, wszystko byłoby inaczej. Ale czy mam prawo o tym decydować? Chyba nie. Naciskam „play”. Wszystko wraca do normalnego życia. Do normalnego? Może to jednak szansa, żeby coś zmienić na lepsze, trochę poprawić świat, choćby mój, mały świat. Jednak stop! Wracam do siebie, siadam na kanapie.. to trzeba przemyśleć. Skutki zmian tego, co wydawałoby się złe mogą być nieprzewidywalne, jak w „Efekcie Motyla”.
Otwieram oczy.. dlaczego śpię w pozycji półsiedzącej, w dodatku ubrana? Obok leży pilot.. coś zaczyna mi świtać w głowie. Za oknem zwykłe życie – mały targ pod sklepem, dzieci krzyczą w drodze do szkoły. Rodzice krzyczą na dzieci, żeby te nie krzyczały. Patrzę na pilota.. Czy to było naprawdę? Naciskam stop.

o autorze

Kasia Kawka

Potrafi nieźle zamieszać i uczy tego innych. Dziennikarka Magazynu Lubelskiego LAJF. Uwielbia góry, zwierzęta i żonglerkę słowną.