Witold Krassowski Ocenia – wystawa fotografii

21 czerwca, w Centrum Kultury w Lublinie odbyło się otwarcie wystawy „Trzy cykle bez wspólnej nazwy” Michała Patronia. Tytułowe cykle to „Ludwisarze”, „Pierwszy lot” oraz „Biały koń nie jest koniem”. Wystawę odwiedził znany fotograf Witold Krassowski, specjalizujący się w klasycznym czarno-białym reportażu, dwukrotny laureat i juror World Press Photo.

Spotkanie dało możliwość wymiany uwag dotyczących prezentowanych zdjęć. Zarówno ich wykonania, przedstawienia tematu, jak i doboru. Fotografie są bardzo interesujące, najbardziej zaciekawiły mnie zdjęcia pokazujące powstawanie dzwonów – mówi Marcin, odwiedzający wystawę, po chwili dodaje –Właściwie nigdy nie zastanawiałem się, jak to się odbywa. Dało się zauważyć, że zbiór prac Michała zrobił duże wrażenie na oglądających. W komentarzach padały pochwały i wyrazy uznania dla autora. Sam Witold Krassowski z zainteresowaniem oglądał zdjęcia, kilka z nich wyjątkowo mu się spodobało, czego nie ukrywał. Jako zawodowiec z ogromnym doświadczeniem i uznanym dorobkiem w dziedzinie fotografii, udzielił kilku porad i wskazówek autorowi. Słowa doświadczonego fotografa na temat moich zdjęć zawsze przyjmuję z pokorą – bez względu na to, czy się z tym zgadzam, czy nie… a może jeszcze nie (czasem, by zrozumieć czyjś punkt widzenia potrzeba do tego dojrzeć). – mówi Michał Patroń – Każda konstruktywna krytyka działa na mnie stymulująco. Generalnie takie konfrontacje, mimo że mogą być „bolesne”, są gwarantem rozwoju wewnętrznego. To jest dla mnie bardzo ważne, dlatego cieszę się że mogłem skonfrontować moje zdjęcia ze zdaniem pana Krassowskiego.

Witold Krassowski zaproponował Michałowi inny system doboru zdjęć do prezentowanych tematów. Radził nie koncentrować się na szczegółach, a prezentować bardziej ogólne obrazy. Autor prac zapytany, jak dobrałby zdjęcia, gdyby ponownie selekcjonował fotografie na wystawę, znając wskazówki autorytetu w tej dziedzinie odpowiada: Trudno powiedzieć jakbym wtedy wybierał zdjęcia na tę konkretną wystawę. Pan Witold prezentowane prace oceniał pod kątem fotografii reportażowej. Układając zdjęcia nie starałem się ukazać zamkniętych historii. Zależało mi na najciekawszych „wycinkach” z trzech cykli nad którymi aktualnie pracuję. Pan Krassowski ocenił „Ludwisarzy” w kategoriach fotoreportażu o człowieku wykonującym ten zawód. Mi w tym temacie jednak bardziej chodzi o unikalność zajęcia jakim jest ludwisarstwo samo w sobie. Cykl ten traktuję bardziej dokumentalnie – to ma być świadectwo o unikalnym zawodzie który za chwilę zaniknie (przynajmniej w tak tradycyjnej formie jaką mam okazję fotografować). Niemniej, gdybym układał materiał na fotoreportaż, posiłkowałbym się radami jakie usłyszałem. Może z wyjątkiem jednej – by opowieść pozbawić zdjęć detalu. Widziałbym w moim układzie chociaż jedna fotografię ukazującą jakiś szczegół. Oczywiście starałbym się jej obecność mocno uzasadnić.

Michał nieustannie pracuje nad przedstawianymi tematami, żaden z cykli prezentowanych na wystawie nie został jeszcze zakończony. Dzięki temu będzie miał możliwość przetestowania udzielonych mu wskazówek i wyciągnięcia własnych wniosków. Nie każdy jednak tego typu ingerencje toleruje. Dla jednych fotografia to rzemiosło, dla innych sztuka. Gdzie zatem jest granica pomiędzy trzymaniem się pewnych standardów a zachowaniem własnego stylu? Trudno polemizować z uwagami kogoś tak doświadczonego zawodowo. Z pokorą przyjąłem wszystkie uwagi i intensywnie nad nimi myślę. Wyciągam dla siebie najbardziej przydatną kwintesencję. Nigdy nie chciałbym jednak bezkrytycznie ulegać czyimś wpływom. Trzeba sobie zostawić margines dla własnej osoby – Mówi autor wystawy – Jednocześnie opinie i zdania autorytetów zawsze staram się mieć „z tyłu głowy”. Warto weryfikować je w odniesieniu do miejsca w którym aktualnie znajduję się jako fotograf. Rozumiem to jako samorozwój”. 

W zdjęciach Michała Patronia widać zainteresowanie tematem. Znajomość, zaangażowanie, czy wręcz zżycie się z rejestrowanym zagadnieniem sprawia, że jego prace są wyczuwalnie prawdziwe. Tak autor opisuje poszczególne cykle:

Ludwisarze

Odlewanie dzwonów jest bardzo skomplikowanym procesem, szczególnie jeśli produkcja przebiega metodą tradycyjną. Tak właśnie pracują przemyscy ludwisarze – pracownicy najstarszego zakładu w Polsce.
Powstanie ”Pracowni Ludwisarskiej Jan Felczyński” datuje się na rok 1808. Zakład przetrwał wszystkie burze dziejowe; pierwotnie istniejący na terenach dzisiejszej Ukrainy, po wojnie został przeniesiony do Przemyśla. Obecnie kolejne pokolenie pielęgnuje wiekową tradycję rodzinną.

Produkcja dzwonów to szereg precyzyjnych czynności – mamy przecież do czynienia z tworzeniem instrumentu muzycznego, który musi spełniać określone z góry rygorystyczne wymogi dotyczące brzmienia. Żmudny proces przygotowania form trwa kilka tygodni (lepi się je ręcznie z mieszanki gliny i końskiego nawozu).
Gotowe formy dokładnie zakopuje się w jamie odlewniczej. Z rozpalonego do białości pieca stop cyny i miedzi spływa zbudowanymi wcześniej rynienkami wprost do form. Odlane dzwony stygną w ziemi przez kilka kolejnych dni. Po oczyszczeniu z gliny, oszlifowaniu i wypolerowaniu są gotowe, by cieszyć swą jakością.
Ludwisarstwo jest połączeniem sztuki i rzemiosła, a wykonywanie dzwonów tradycyjnymi metodami jest już dziś zawodem unikatowym.

Pierwszy Lot

Rozpoczęcie sezonu to moment na który hodowcy gołębi pocztowych czekają z wielką niecierpliwością. Zanim jednak młode gołębie będą mogły brać udział w zawodach, poddaje się je selekcji i intensywnemu treningowi.
W ostatecznych zmaganiach ważny jest czas przelotu i ilość gołębi, które bezpiecznie dotrą do rodzinnego gołębnika oddalonego od miejsca startu zazwyczaj kilkaset kilometrów. Zdrowy, dobrze wytrenowany ptak przy sprzyjających warunkach potrafi przelecieć do 1000 km dziennie.

Biały koń nie jest koniem

„Biały koń nie jest koniem” to słynny sofizmat wymyślony przez chińskiego filozofa Gongsuna Longa.
Według podania Gongsun Long, podczas gdy przekraczał granicę między dwoma państwami, celnicy zażądali od niego myta za należącego do niego konia białej maści. Filozof przeprowadził wówczas wywód, w którym udowodnił, że biały koń nie jest koniem: słowo „koń” odnosi się do kształtu nazywanej rzeczy. Słowo „biały” – do jej koloru. Nazwa kształtu nie jest nazwą koloru, dlatego można powiedzieć, że biały koń nie jest „koniem”.

Wystawę Michała Patronia można oglądać do 20 lipca 2014r. w Szklarni, w Centrum Kultury w Lublinie, przy ulicy Peowiaków 12.

Fot. Krzysztof Cześniak

Strona Centrum Kultury w Lublinie

o autorze

Kasia Kawka

Potrafi nieźle zamieszać i uczy tego innych. Dziennikarka Magazynu Lubelskiego LAJF. Uwielbia góry, zwierzęta i żonglerkę słowną.