Inne Brzmienia – nasze spojrzenia


Inne Brzmienia,

czyli Wschód Kultury – Inne Brzmienia Art’n’Music Festival 2015,  już za nami.

Była to ósma edycja imprezy, stworzonej przez nieodżałowanego Mirka Olszówkę. Jednocześnie trzeci raz festiwal odbył się w ramach projektu Wschód Kultury – przedsięwzięcia integrującego środowiska artystyczne miast Polski Wschodniej (Białegostoku, Lublina i Rzeszowa) i artystów krajów Partnerstwa Wschodniego (Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi, Gruzji, Mołdawii i Ukrainy).

Widać wyraźnie, że z roku na rok festiwal ewoluuje; pojawił się nawet pomysł przeniesienia koncertów na wielki stadion – Arenę Lublin. Proponowana zmiana z pewnością zaszkodziłaby specyficznej, w pewien sposób kameralnej atmosferze imprezy – na szczęście tegoroczne występy rozbrzmiewały w dalszym ciągu na Starym Mieście.

Zmiany jednak były. Zrezygnowano ze scen na Placu Zamkowym i na Rynku za Trybunałem Koronnym po to, by cały „ciężar” festiwalu przenieść na podzamkowe Błonia. Tam właśnie rozstawiono wielką konstrukcję obsługującą duże koncerty i – wzorem ubiegłych lat – namiot festiwalowy z mniejszą widownią, dla występów bardziej kameralnych. Wybór ten okazał się być strzałem w dziesiątkę – wspaniały widok na zabytkowe budowle okalające zielone tereny podzamcza rekompensował wszelkie poczynione „modyfikacje”. Kilka koncertów zagrano również na dziedzińcu Zamku Lubelskiego. Można było wyczuć, że to miejsce ma olbrzymi potencjał – organizatorzy festiwalu mając na uwadze jego klimat zaprezentowali tam artystów, których brzmienie bardzo pasowało do zamkowego otoczenia.

A muzyka?

Była świetna, różnorodna: psychodelia, eksperyment, jazz, rock, folk, afrobeat z precyzyjną, pełną feelingu perkusją Tony`ego Allena – każdy słuchacz mógł na pewno znaleźć coś dla siebie.

Zapraszamy do obejrzenia galerii fotografii:

Bardziej subiektywne spojrzenie naszego redakcyjnego kolegi Michała Patronia:

„Ten jeden moment zebrał w sobie wszystkie piękne doświadczenia całego festiwalu.”

 

Michałowi udało się uchwycić pewien ważny moment, który Katarzyna Pudło – jak się później okazało – współorganizatorka i zarazem jedna z bohaterek widniejących na prezentowanej obok fotografii opisała tak:

„Praca przy dużych wydarzeniach kulturalnych daje komfort przyzwyczajania się do wielu trudnych, nietypowych sytuacji. Ale to wcale nie znaczy, że można być gotowym na wszystko. O tym, że Dawn i Nils (czyli Faun Fables) przylecą do Polski ze swoją niespełna dwuletnią córeczką Gudrin dowiedzieliśmy się w ostatniej chwili. Miałam okazję poznać malutką tuż po przyjeździe i od razu było widać, że jest cudownie pogodnym dzieckiem, ale też bardzo przywiązanym do rodziców.
Czuła się komfortowo do momentu, kiedy miała ich w zasięgu wzroku, a wiedzieliśmy, że podczas koncertu nie będzie to możliwe.
Liczyliśmy, że Gudrin zaśnie w czasie przed koncertowego obiadu, ale emocje udzieliły się wszystkim, więc Mała ani myślała o pójściu spać.
Nie jestem jeszcze mamą, ale jestem ciocią i doskonale wiem, jak duży potrafi być wewnętrzny strach, kiedy zajmujemy się nie swoim dzieckiem. Ale kiedy Dawn powiedziała jeszcze przed koncertem – że nikt nie zająłby się jej córką lepiej niż ja – zaczęłam oddychać spokojniej.
Nadszedł czas, że Józef Szopiński wywołał wreszcie Faun Fables na scenę, a ja musiałam zabrać płaczącą w niebogłosy Gudrin do muzealnej kawiarni. Mała płakała przez dobre 20 minut. Nie pomagały kolorowanki, naklejki, piłeczki, baloniki. Wreszcie z odsieczą przyszły zdjęcia koni ukryte w telefonie komórkowym i mój usypiający głos. Gudrin zasnęła i spała 40 minut. Jedyne płaczące w tym czasie osoby to widzowie – wzruszeni pięknymi wykonaniami piosenek Ewy Demarczyk, które ja mogłam usłyszeć tylko przez ścianę, bo Mała spała na moich kolanach.
Mijały minuty, Gudrin ponownie się obudziła. Tym razem lepiej działały już baloniki i piłeczki, ale nie ukrywam, że kiedy usłyszałam – ostatnia piosenka, cieszyłam się bardzo. Tymczasem przyszedł pierwszy bis…i drugi bis.
I wreszcie, po powtarzanym jak mantra „jak tylko skończy się koncert zabiorę Cię do mamy” mogłam powiedzieć: to co Gudrin, idziemy poszukać rodziców? I Maleńka nagle zupełnie się uspokoiła. Wyszłyśmy z kawiarni, podreptałyśmy w stronę sceny i kiedy mogłam wreszcie oddać Gudrin w ręce mamy – spotkały się we mnie wszystkie odcienie radości. Spokój, że nie zawiodłam zaufania, którym obdarzyli mnie Dawn i Nils, radość – bo widziałam jak duża była kolejka osób, które chciały kupić płytę Faun Fables i ogromne wzruszenie, że mała znów jest z rodzicami. Ten jeden moment zebrał w sobie wszystkie piękne doświadczenia całego festiwalu.
A Gudrin chwilę później znów była pięknie pogodnym dzieckiem i kiedy myślałam, że będzie miała opory, żeby się ze mną bawić – ona podbiegła do mnie przytulić się i dać mi buziaczka.”

Tak Inne Brzmienia rozbrzmiewały tym razem. Festiwalowe emocje za nami, do zobaczenia za rok!

o autorze

Redakcja BABACH !

Zespół redakcyjny Serwisu Kulturalnego BABACH! www.babach.eu

jeszcze nie ma komentarzy

Dołącz do rozmowy