„Co mówią umarli” – Rafael Estrada, MUZA

Co mówią umarli
„Co mówią umarli”
Autor: Rafael Estrada
Wydawnictwo: muza.com.pl

Inspektor Juan Proaza nie jest typem „twardego gliny”, budzącego postrach wśród przestępców. Ulubionym zajęciem jego kolegów z wydziału zabójstw w Kartagenie jest udowadnianie, że młody Juanito nie ma ani umiejętności, ani doświadczenia, by zająć się którąś z bardziej wymagających spraw. Nawet sam komisarz Octavio De la Mata wręczając Proazie akta dotyczące brutalnego zabójstwa nieletniej dziewczynki, jest przekonany, że mordercą jest znaleziony nieopodal zakrwawiony, nieprzytomny chłopak i że sprawa szybko się zakończy. Tymczasem – mimo, że początkowo wina chłopaka jest niemalże oczywista – z każdym kolejnym dniem pojawiają się nowe poszlaki zaprzeczające dotychczasowym hipotezom. Od chwili, gdy Juanito pyta z przerażoną miną: „Od czego mam zacząć, panie komisarzu?” aż do ostatniej strony powieści, możemy obserwować stopniowy rozwój policjanta. Nowe morderstwa i zeznania świadków prowadzą inspektora Proazę pod drzwi „Klubu Lolity” – sympatycznego zgromadzenia starszych panów pasjami dyskutujących o literaturze. Czy to możliwe, że ktoś z nich okaże się mordercą?

Niewątpliwie akcja powieści jest ciekawa i szybko wędrujemy przez kolejne strony, a przy opisach ciał dziewczynek czy obrazkach z sekcji zwłok włos się jeży. Wielkim plusem jest pomysł powiązania fabuły z literackim wątkiem nawiązującym do osławionego i kontrowersyjnego dzieła Vladimira Nabokova zatytułowanego „Lolita”. Rafael Estrada podejmuje trudny temat gwałtów na młodych dziewczynkach i pornografii dzieci. Czytając możemy zastanawiać się, na ile odwzorowana przez autora rzeczywistość pokrywa się ze światem, w którym żyjemy na co dzień. Pojawiają się również dane dotyczące liczby porywanych dzieci i inne wskazówki, skłaniające do myślenia.

Autor popełnia jednak kilka błędów. Wprowadza malutki wątek z życia jednej z postaci, który nijak ma się do całej fabuły, natomiast od razu sugeruje, że z dużym prawdopodobieństwem osoba ta jest mordercą. Bo niby po co autor przeznaczałby jej kilka stron, skoro nie wnosi niczego nowego? Końcowe zwierzenia mordercy również nie przykuwają większej uwagi – ot, taka sobie konwersacja, przypadkowy zlepek zdań. Dialogi miejscami nieco sztuczne i płytkie, choć wiele tekstów zostało wplecionych w akcję w sposób trafiony. Dziwi mnie fakt, że główny bohater zapytany kilka razy przez różne postaci poboczne o to, czy przeczytał „Lolitę” za każdym razem odpowiada, że nie, gdyż nie miał czasu. Estrada mógł popłynąć pozwalając Proazie zagłębić się w fabułę powieści Nabokova i na jej podstawie odkrywać kolejne poszlaki tej misternej intrygi.

Narracja powieści jest mocno subiektywna – cechuje się wieloma określnikami nacechowanymi ładunkiem emocjonalnym. Słowa takie jak „żółtodziób” czy określniki wartościujące, np. „Na szczęście w całym domu dominował intensywny zapach smażeniny” pojawiające się w narracji świadczą o bezpośrednim stosunku wszechwiedzącego narratora do rozgrywających się wydarzeń. Narrator niekiedy sprawia również wrażenie przedłużenia świadomości samego inspektora Proazy. Mimo to miejscami postać głównego bohatera wydaje się nieco niedopracowana, w przeciwieństwie do genialnej osobowości szalonego lekarza Luzona. Ta postać jest zdecydowanie rozbudowana i od początku wzbudza sympatię czytelnika.

„Juanita zaskoczyły precyzja i schludność lekarza. Był świetnie zorganizowanym człowiekiem, który wykonywał obowiązki bardzo sumiennie i czerpał satysfakcję ze swojej pracy. Sprawiał wrażenie, jakby w myślach chichotał z anegdotek zrozumiałych wyłącznie dla trupów i dla lekarzy sądowych takich jak on. Młody inspektor zauważył ze zdziwieniem, że mimo dokonania tak wielu nacięć i usunięcia narządów wewnętrznych Luzon niemal nie ubrudził białego kitla. Podzielił się z nim tym spostrzeżeniem.
– Czystość ma duże znaczenie. – Lekarz wykonał gest, jakby odpędzał muchę. – Czy wie pan, że zbyt duża ilość krwi może doprowadzić do przeoczenia oczywistych dowodów, a wiec i do postawienia fałszywej diagnozy?
Jako że Juanito nie wiedział niczego takiego, pokręcił przecząco głową. Przyznawał przy tym w duchu, że argument patologa jest zdumiewająco nieskomplikowany, logiczny i łatwy do przyjęcia.”

Luzon „udał się” Estradzie – barwny, zabawny, o interesującym poczuciu humoru. To bez wątpienia najciekawsza postać w całej powieści. Inni bohaterowie wydają się być komponowani w pośpiechu, są nieco płytcy, nie dokonują się w nich przemiany – od początku są „dobrzy” lub „źli” i tacy już pozostają aż do ostatniej strony.

Estrada wpadł na genialny pomysł, jednak mam wrażenie, że nie do końca wykorzystał własny potencjał, a może zgubił go lęk przed konsekwencjami poruszania tematów „tabu”, trudno powiedzieć. Wielką zaletą jest wprowadzenie utworów muzycznych (np. Judas Priest, Iron Maiden), które pozwalają nam wczuć się w klimat opisywanych wydarzeń. Autor równie ciekawie wplata w powieść odniesienia do innych filmów i powieści Stephena Kinga czy Arthura Conan Doyla. „Co mówią umarli” to ciekawy debiut autora, którego jednak – jak czuję pod skórą – stać na więcej. Być może kolejne powieści Estrady zapiszą się trwale w literaturze kryminalnej a inspektor Proaza stanie się kolejną rozpoznawalną ikoną i dołączy do elitarnego grona detektywów takich jak Sherlock Holmes czy Hercules Poirot. Na razie jest to jednak jedynie „być może”.

Książka pozostawia pozytywne wrażenie a także pewien niedosyt. Panie Estrada, czekamy na więcej!
Dziękujemy Wydawnictwu MUZA za udostępnienie tej wartej zainteresowania pozycji!

logo.png

o autorze

Agnieszka Szwajgier

Najchętniej angażowałaby się wszędzie i we wszystko. Jeszcze wciąż idealistka. W dzień obserwuje, nagrywa i zapisuje, w nocy dręczy sąsiadów grą na skrzypcach. Marzy o kolejnej serii dr. House’a i pokoju na świecie.