Carnaval Sztuk-Mistrzów

http://www.babach.eu/wp-content/uploads/2014/08/MICO6775_DxO1.jpgCarnaval Sztuk-Mistrzów


Carnaval Sztuk-Mistrzów w kolejnej odsłonie.

 
Pod koniec upalnego lipca Lublin zamienił się niemalże w cyrk – i to na cztery dni. Ulice i place w centrum pełne były sztukmistrzów, żonglerów, akrobatów. Pokazy zręczności odbywały się wszędzie – nawet w powietrzu. W weekendowe wieczory ulicami Starego Miasta popłynęła rzeka przechodniów. Wszyscy spragnieni wrażeń przemieszczali się z miejsca na miejsce, by nie przegapić kolejnych atrakcji. Nasze miasto stało się swego rodzaju Wieżą Babel. Zewsząd słychać było rozmowy w obcych językach: hiszpańskim, angielskim, włoskim, węgierskim i wielu innych. Wszak jest to jedyna w Europie tego typu impreza, organizowana na tak wielką skalę. Tak właśnie wyglądał Carnaval Sztuk-Mistrzów 2014.

– To ciekawe, że zjawiło się tylu cudzoziemców, czuję się jak w europejskiej metropolii. – mówi Beata – Chyba najwięcej Włochów spotykam. Na pewno jest ich więcej niż w tamtym roku. Z występów oglądałam przedstawienie z panią z lodziarni. Wolę siedzieć w ogródku, podziwiać chodzących po linach i przyglądać się przechodzącym tłumom. 

Większość przedstawień odbywała się pod gołym niebem, nieliczne tylko w miejscach zamkniętych. Udało nam się zdobyć bilety na pokaz iluzjonistów Kreators „Sztukmistrz” w Teatrze Starym – mówi Paweł – były bezpłatne ale w ograniczonej ilości. Warto było, bo występ naprawdę ciekawy, na poziomie.

Przez cały czas trwania festiwalu można było w kilku miejscach obserwować highlinerów, którzy brawurowo stawiali kroki na taśmie rozpiętej czasem kilkadziesiąt metrów nad ziemią. Całymi dniami odbywały się pokazy, treningi, zawody. Trudno zliczyć ile kilometrów pokonali w górze amatorzy tej dyscypliny w ciągu czterech dni.

Carnaval Sztuk-Mistrzów w swej naturze jest wesołą imprezą, mimo to znalazło się miejsce na chwilę refleksji. Właśnie wracam ze spektaklu Prometeusz – mówi przemoczona do suchej nitki Iwona. – Niesamowity spektakl. To coś jak połączenie tańca współczesnego z elementami akrobatyki. Przy tym, daje do myślenia. Naprawdę wprawił mnie w zadumę. 

Z kolei na Krakowskim Przedmieściu, tuż przy Placu Litewskim, ogromnej radości, niesamowitej rozrywki dostarczał przechodniom nad wyraz wesoły jegomość – clown.  Spontaniczne zatrzymywanie samochodów, wsiadanie do nich, zabawa z autobusem w torreadora, droczenie się z kierowcami  i mnóstwo innych „drobnych wykroczeń drogowych”, wywoływało salwy śmiechu wśród licznie zgromadzonej widowni. Nie wszyscy kierowcy byli z obrotu spraw zadowoleni, większość jednak wykazała się poczuciem humoru. Postawieni w tej niecodziennej sytuacji po prostu świetnie się bawili.

Fasady kamienic Starego Miasta podczas dni festiwalowych przybrały kolory tęczy – to iluminacje, jakie Sztukmistrzom zafundowała firma Philips. Fajnie wygląda jak starówka jest tak kolorowa – może udałoby się zostawić wesołe kolorki na dłużej? Jeśli nie na zawsze – może chociaż na weekendy?  Tak skwitował kolorowe oświetlenie nasz rozmówca Wojtek.

Całkiem niepostrzeżenie minęły te cztery karnawałowe dni. Na szczęście impreza już na stałe wpisała się w kalendarz wydarzeń w Lublinie, więc za rok znowu zostaniemy wciągnięci w świat śmiesznych postaci, zwinnych akrobatów, feerii barw i eksplozji radości. Na razie możemy odetchnąć, przygotowując się na kolejną kilkudniową, cykliczną imprezę… wkrótce bowiem rozpoczyna się Jarmark Jagielloński.

Tekst: Kasia Kawka , Fotografie: Michał Patroń

o autorze

Redakcja BABACH !

Zespół redakcyjny Serwisu Kulturalnego BABACH! www.babach.eu

jeszcze nie ma komentarzy

Dołącz do rozmowy