Wojna i pokój

Kiedy wreszcie będzie wojna?
Autorzy wystawy zadają widzowi to pytanie nie bez powodu – tuż za wejściem na wystawę Wojna i Pokój w lubelskiej Galerii Labirynt otoczenie wokół nas zostaje przedzielone jego kotarą na dwie rzeczywistości – kotarę zwiewną, bo wyznaczającą granicę tak płynną, jak definicja tego, co właściwie nazywamy w naszym świecie pokojem, a co konfliktem.

Ósmy września
Już sama historia pracy otwierającej wystawę – czyli właśnie plakatu “Kiedy wreszcie będzie wojna” autorstwa grupy Twożywo, wydaje się być – czy to prorocza, czy ironiczna. Być może obie zarazem: billboard przedstawiający mężczyznę w kubistycznym stylu deco wpatrującego się beztrosko w pozbawione chmur niebo stanął niedaleko ambasady USA w Warszawie na trzy dni przed atakami 11 września 2001 roku – atakami, które zdefiniowały ideę działań wojennych i ich relację z bezpieczeństwem i pokojem na nowo, otwierając – zdaniem historiografów – XXI wiek w sensie cywilizacyjnym i kulturowym.

Dziedzictwo
Zaczynająca się na kilka dni przed tą historyczną cezurą wędrówka zabiera nas niejako w obie strony – z jednej strony, możemy być świadkami konfliktów historycznych – świadectw tragedii, które dotknęły ludzkość czasach dawnych, minionych wcześniej lub później, z drugiej zaś – obserwujemy konflikty nowe, dokładniej mówiąc – ich treść, esencję skupioną w formach sztuki prezentowanej przez wielu polskich artystów w różnym wieku. Wiek XX, wiek wojen i niespotykanych – pod względem liczby ofiar i narzędzi, które nadały im ten status – na wcześniejszą skalę okrucieństw odciska na naszej rzeczywistości – niewolnej przecież od swoich własnej zbrodni i kary – trwałe piętno, rodzaj traumy, archetypu, jakiemu musimy stawić czoło jako społeczeństwo i jednostki indywidualne. Wojna i pokój stoją tu naprzeciw siebie, odseparowane, a jednak patrzące sobie prosto w oczy. Widziane oczami twórców wydarzenia, sprowadzone do form i symboli, opowiadają historię człowieka: człowieka-ofiary, człowieka-architekta zbrodni, człowieka-bohatera, człowieka-ocalałego. Człowieka-tytana i człowieka-ruiny. Człowieka-mężczyzny i człowieka-kobiety. Wspomniany wcześniej archetyp dzieli się nie tylko na obraz wojny i pokoju, ale także na obrazy męskości i kobiecości, obraz stworzenia i zniszczenia. Bo czym jest wojna, jeżeli nie obietnicą przyszłego pokoju, a pokój – zarzewiem przyszłego konfliktu?

Granica
Kolejne eksponaty – zdjęcie, grafika, rzeźba, model – stanowią, jak zapewniają autorzy wystawy, “rewizjonistyczną ikonografię militarną”. Mijamy obrazy przynoszące na myśl narkotyczne wizje ruchu Dzieci Kwiatów oraz pierwotną sztukę Indian i Aborygenów, by po chwili obrócić wzrok ku czarno-białym, reporterskim zdjęciom dzieci-żołnierzy trzymających karabiny większe od nich samych. Teza i antyteza znajduje również swoją syntezę – w postaci oświetlonych jaskrawą łuną barw zdjęć zgliszczy, czy dziecięcych zabawek odkopanych z popiołów. Tematyka idzie jednak jeszcze dalej – wychodzi poza pragmatyczne ściany bezbarwnie definiujące konflikt i jego brak, zmierzając ku samej istocie stojących za nim żywiołów, a nawet głębiej – ku ludzkim instynktom, tym najbardziej prymitywnym, na których poziomie nie ma już granicy między wojną i pokojem – jest jedynie szał uniesień, nomen męskości i kobiecości zespolone razem, tworzące jedną masę wrażeniową. Nie podlega ona definicjom – jeszcze nie. Te tworzone są później, przez polityków, wojskowych, etyków, filozofów, dziennikarzy. Interpretacja tworząca podział na bezpieczeństwo i grozę, cywilizację i jej brak, humanitaryzm i zezwierzęcenie wydają się być jedynie wymówkami – mrzonkami tworzonymi, by ogarnąć i zamknąć tkwiące w nas bestie wojny i seksualności w jasnej tabeli dobro-zło.

Oświecona Hiroszima
Na najciekawsze instalacje i grafiki wystawy składają się zdecydowanie kolaże – wielkie i nowoczesne miasto wyrastające w drugim planie za gruzami zniszczonego w wybuchu jądrowym Pałacu Pokoju. Miś i dziecięce lalki wiszące na drzewach i szubienicach. Sprowadzona do czarno-białej fototapety Bitwa pod Grunwaldem. Ludzkie postacie splecione w erotycznym akcie – a jednocześnie związane rurami masek przeciwgazowych. Zamaskowanych – a w ten sposób zdehumanizowanych, sprowadzonych do makabry brutalnego zwierzęcego aktu. Przypominających zdeformowane płody – tutaj jednak nie ma pępowin, a jedynie więzy z marnych resztek aparatury, której pierwotnym przeznaczeniem było przecież podtrzymywanie życia. Szczególnie ta ostatnia instalacja przywodzi na myśl powyższe wnioski: na poziomie biologicznym, fizycznym – nie ma różnicy między wojną, pokojem, seksem, cnotą, tworzeniem, niszczeniem. To jeden wielki chaotyczny akt, któremu ostateczną rangę, skalę moralną i znaczenie nadają słowa człowieka.

Marsz wyzwolicieli
Kto jest tu bohaterem, a kto potworem? Kolaż wzorowany na pochwalny artykuł prasowy nie pozostawia złudzeń – zwycięzca. Granicę pomiędzy pokojem a wojną wyznaczają zawsze słowa ludzi, których interesy zależą od postawienia nas po jednej lub drugiej stronie ekspozycji. Mężczyzna, kobieta, hormony i pociski – wystawa zabiera nas w każde z tych miejsc. A my przekonujemy się, że granica pomiędzy jedną a drugą ścianą jest tylko iluzoryczna, a wszystkie eksponaty prowadzą w jednym kierunku – ku masie wrażeniowej. Kiedy wreszcie będzie wojna? A kto powiedział, że kiedykolwiek jakaś była lub nie toczy się dokładnie tu i w tej chwili?

 

 

 

Wystawę można oglądać o tydzień dłużej, do 07.11.2015r w Galerii Labirynt. Wstęp wolny.

o autorze

Kamil Kasperkiewicz

Pastor ateista, praktykujący niewierzący, niedoszły księgowy. Student... znowu.

jeszcze nie ma komentarzy

Dołącz do rozmowy