Jerzy Bralczyk. Wywiad z profesorem.


Jerzy Bralczyk, obok Jana Miodka jest najbardziej znanym polskim językoznawcą.

Jest także specjalistą w zakresie języka mediów, reklamy i polityki. Od 1996 jest członkiem Rady Języka Polskiego, a od 2003 zasiada w jej prezydium (od 2007 jako przewodniczący). Jest także członkiem Poleskiego Towarzystwa Językoznawczego, Komitetu Językoznawstwa PAN, a także Rady Etyki i Ładu Informacyjnego przy Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie i Collegium Invisible.

Podczas pobytu na Festiwalu Filmowym „Dwa Brzegi” spotkaliśmy go przeglądającego półki festiwalowego „EMPiK-u”. Profesor był tuż przed swoją publiczną prelekcją, poświecił jednak kilka minut na rozmowę z nami.

Kasia Kawka: Panie profesorze mamy tylko dosłownie parę pytań. Może się przedstawię: Katarzyna Kawka, portal kulturalny „Babach!”

Jerzy Bralczyk: Jaki portal?

Kasia Kawka: „Babach!”

Jerzy Bralczyk: Ale kulturalny? Takie kulturalne babach? A dlaczego „babach!” jak „kultura”?

Kasia Kawka: Bo chcemy zrobić babach w kulturze.

Jerzy Bralczyk: Nie wiem czy to się łączy. Kultura – spokojna rzecz jest.

K.K.: Tak pan myśli?

J.B.: Tak myślę i dlatego nazwa „babach!”, która jest raczej agresywna, do kultury mniej pasuje. Ale to państwa sprawa.

K.K.: Czyli popełniliśmy gafę?

J.B.: Nie, nie. Państwa wybór. Można nawet użyć nieprzyzwoitego słowa. Wolno. Ale to będzie trochę gorzej kojarzone wtedy. Babach jest pewnego rodzaju żartem prawda? Zachęcanie przez żart jest czasami dobre, skuteczne, pożyteczne, fajne, nawiązuje się kontakty, przyciąga się młodzież, ale może kiedyś spróbować by na spokojnie, i może nie czymś co się kojarzy z wybuchem, ale czymś co się kojarzy z pięknem, spokojnym rozwojem. Albo może stanem przyjemnym.

K.K.: Czyli uważa pan, że kultura nie może być dynamiczna, gwałtowna…

J.B.: Może być, ale skoro wszystko dookoła jest dynamiczne i gwałtowne to i kultura ma być taka? A poza tym bardzo wiele jest już takich kulturalnych, kulturowych zjawisk które epatują takimi właśnie zachowaniami. A może coś spokojniej?

K.K.: Mamy też kilka bardziej spokojnych działów.

J.B.: I nazywają się jakoś spokojnie? Nie babach?

K.K.: „Inna Bajka” na przykład.

J.B.: No to już może być. Chociaż „Inna Bajka” to z kolei jest taki frazem z języka potocznego i nie używamy tego w odniesieniu do bajek, tylko w odniesieniu do „innej sprawy”. To już jest „inna historia”, to jest „inna sprawa”, to jest „inna bajka”. Wzięte oczywiście to z bajek jest.

K.K.: Chciałam też zapytać jak pan się czuje z językiem potocznym, który pan słyszy na co dzień dookoła? Głównie chodzi mi o język młodzieży.

J.B.: Mówiąc o tym języku myślimy o potoczności. Potoczność nie jest wcale cechą młodości. Ludzie starsi też mówią językiem potocznym. Tyle że język młodzieży jest trochę szybszy, bardziej ekspresyjny, a potoczność z tym właśnie kojarzymy. Niezupełnie słusznie, bo potoczność to także jest nasza codzienność, a młodzieży z codziennością nie za bardzo kojarzymy prawda? Młodzież chce być oryginalna. W pani pytaniu pewnie chodziło też o naruszanie normy językowej, albo swobodne podchodzenie do normy.

K.K.: A wie pan może co to jest „epicki koncert”?

J.B.: To już jest raczej inny styl. To jest trochę pretensjonalne wykorzystywanie słów które są niejasne, ale pachną czymś atrakcyjnym. Epicki – kiedyś mówiło się o poemacie, można było mówić o rzeczach poważniejszych. Jeżeli odnosi się to na przykład do koncertu w którym będziemy słuchali na przykład „Finlandii” Sibeliusa, no to może ta epickość będzie tu na miejscu. Ale jeżeli chodzi tutaj o jakiś „pop występ”, to epickość nie pasuje specjalnie.

K.K.: A co pana razi najbardziej z tych rzeczy, które słyszy pan na ulicy?

J.B.: Za każdym razem coś nowego mnie razi. Ja nie mam takiego rankingu wewnętrznego. To razi co jest częste, ale też wiem, że jeżeli coś jest częste, to prawdopodobnie się upowszechni i przestanie być błędem. Razi mnie wciąż jeszcze ten nieszczęsny celownik, który zresztą jest moim ulubionym przypadkiem, a który jest dzisiaj w pozycji akcentowej w zaimku „ja”, używany tylko w postaci skróconej. Czyli „mi się wydaje”. To wciąż mnie jeszcze razi.

K.K.: Co charakterystycznego ostatnio  pana uraziło?

J.B.: Przed chwilą na przykład „babach!” (śmiech).

K.K.: Dobrze, chciałam zapytać jeszcze….

J.B.: O właśnie: takie „dobrze” też mnie razi. Bo co to znaczy „dobrze”? Czy pani mnie chwali, że dobrze odpowiedziałem na pytanie? Czy pani odfajkowuje kolejne pytanie?

K.K.: Tak, ma pan rację. Jakiś taki nawyk. Ale mam jeszcze pytanie jaka jest poprawna forma „śmieli się” czy „śmiali się”?

J.B.: Zależy to od regionu. Częściej w literaturze mówi się „śmiali się”. Ja na przykład na północnym Mazowszu słyszałem częściej i też stosowałem „śmieli się”. Tak więc obie te formy można uznać za poprawne.

K.K.: A właśnie, o co Michał chciałeś się zapytać? O bierną formę czasownika „obejść”.

Michał Patroń: Ja to już boję się odezwać teraz (śmiech). Ale faktycznie nurtuje mnie to od jakiegoś czasu. Czy jest taka forma od wspomnianego czasownika?

J.B.: Tak, tak to jest stare pytanie.

M.P.: Ale odpowiedzi ciągle nie mamy.

J.B.: Próbuje się znaleźć taką odpowiedź, chociaż to jest imiesłów bardzo archaiczny – tak zwany imiesłów przeszły, który jest stosowany… o, na przykład w słowie „przeszły” mamy ten imiesłów. Tak jak można powiedzieć „przeszły” tak można powiedzieć „obeszły”, że np. „las został obeszły”.

M.P.: Aaa to mi to sporo wyjaśnia.

J.B.: Nie. To jest archaiczne. Sienkiewicz pisał kiedyś o „nieobeszłych lasach” czyli o takich, które nie zostały „obejdzione” – czyli nie zostały „obeszłe” (śmiech).

M.P.: Obejdzione, no właśnie. Czyli przykładowe sformułowanie „studnia została obeszła” będzie poprawne w tej sytuacji?

J.B.: Jest to tak rzadka potrzeba.. jest inna, bardziej poważna, też związana z tym czasownikiem. Nie mamy tak zwanego geronium, czyli rzeczownika odczasownikowego, od czasownika „iść”. Wszystkie regularnie mają: „pisać – pisanie”, „czytać – czytanie”, „wisieć – wiszenie) i tak dalej. A od „iść”?

K.K.: „Iście” (śmiech).

J.B.: Iście to problem (śmiech).

M.P.: Może „idzęcie”? No rzeczywiście trudno powiedzieć (śmiech).

J.B.: „Idzenie” może?

K.K. Chodzenie.

J.B.: A chodzenie jest od „chodzić”. Tak więc są takie okaleczone czasowniki, i ten czasownik jest trochę okaleczony. Bo formalnie rzecz biorąc powinien mieć stronę bierną, a  jej nie ma. Wszystkiego najlepszego – obowiązki wzywają.

K.K.: Dziękujemy bardzo za rozmowę.

Jak wiadomo profesor Bralczyk jest bardzo ciekawym i kompetentnym rozmówcą. Jesteśmy mu wdzięczni, że mimo napiętego grafiku zgodził się przez tę krótką chwilę porozmawiać z nami.

Gdyby ktoś z Was drodzy czytelnicy miał dylematy językowe podobne do naszych, może panu profesorowi zadać pytanie osobiście. Najlepiej za pomocą tego formularza.

 

o autorze

Redakcja BABACH !

Zespół redakcyjny Serwisu Kulturalnego BABACH! www.babach.eu

Komentarze: 2. Dodaj swój

  1. 14th Grudzień 2014 | Marta napisał:
    Chyba mieli Państwo na myśli Jana Miodka. Mieczysław Miodek to lekarz. ;)
  2. 14th Grudzień 2014 | Michał Patroń napisał:
    Oj zdecydowanie tak - aż wstyd się przyznać. Dziękujemy za uwagę i pozdrawiamy :)

Dołącz do rozmowy