Spotkanie z Mistrzem. Witold Krassowski: „Dzięki fotografii poznajemy siebie.”

Witold Krassowski, laureat i juror World Press Photo, mistrz czarno-białego reportażu.

Agnieszka Szwajgier: W technice analogowej dopóki się nie wywoła filmu i nie zrobi odbitki, nie wiadomo jak będzie ona wyglądała. Czy ta niewiedza i wynikające z tego twórcze zaskoczenie jest jednym z powodów, dla których trzyma się Pan dzisiaj tej techniki?

Witold Krassowski: Są trzy powody. Pierwszy to kwestia dyscypliny pracy. Film jest drogi, a więc przy zrobieniu każdej klatki muszę mieć świadomość, po co ja to robię. Muszę wiedzieć, że tego naprawdę chcę. W cyfrze jest mi to absolutnie obojętne, nic mnie to nie kosztuje. Mogę rąbać zdjęcia tysiącami, a potem wszystkie wyrzucić. Nie warto, bo zamiast wyrzucać dwa tysiące zdjęć, ja robiąc zdjęcia analogowo wyrzucę dwieście. Drugi powód jest taki, że zdjęcia robione na cyfrze są za czyste. Trzeci i ostatni powód – po prostu lubię mieć w ręku ten kawałek celuloidu. Nie przepadam za myślą, że mój obraz jest jedynie elementem twardego dysku i muszę kopiować go z jednego miejsca w drugie, żeby go szlag nie trafił.

A. Sz.: Ale dzisiaj cyfrowo można chyba osiągnąć taki sam efekt, co na filmie?

W.K.: Zgadza się, ale zupełnie inaczej się patrzy na zdjęcie przez ekranik cyfry, a zupełnie inaczej przez wizjer. Patrząc na ekranik oceniamy obraz, a patrząc przez wizjer oceniamy rzeczywistość. Ja się odnoszę do rzeczywistości, nie do obrazu. Patrząc na ekranik będę miał tendencję do robienia zdjęć ładnych i estetycznych, natomiast patrząc na rzeczywistość będę miał tendencję do robienia zdjęć treściwych.

A.Sz.: Powiedział Pan, że obraz z technologii cyfrowej jest za czysty. Czy to znaczy, że w pewnym sensie również zbyt doskonały?

W.K.:Dla mnie obraz fotograficzny powinien uruchamiać wyobraźnię. Obraz cyfrowy zawiera zbyt dużo informacji. Trudno na jego podstawie rozwinąć wyobraźnię, bo tam już jest wszystko powiedziane. Obraz powinien być niedopowiedziany, posiadać luki informacyjne.

A.Sz.: To trudne, bo dzisiaj z każdej strony atakuje nas informacja. Trzeba się przebić przez masę tekstów, obrazów i reklam, z których każde zawiera jakąś informację.

W.K.: Ale to jest informacja nic nieznacząca, ponieważ w dzisiejszym świecie nie ma selekcji informacji. Nie ma żadnych mechanizmów odcedzających informację istotną od nieistotnej. Media dzisiaj nie wywiązują się ze swojej roli – media nieprzeciętnie bredzą. Po części przyczyną są kwestie finansowe, a po części kompletny brak przygotowania ludzi, którzy w tych mediach pracują. Słowo podaje się nam, aby nami manipulować.

A.Sz.: Podczas pokazywania swoich zdjęć nie wypowiedział Pan ani słowa. Dobre zdjęcie nie potrzebuje opisu?

Gdy pokazuję obrazy najważniejsze dla mnie jest to, co widz jest z tego w stanie przeżyć i zrozumieć.

A.Sz.: Tekstem można łatwo dorobić sobie ideologię do własnych zdjęć.

W.K.: I właśnie po to te teksty się publikuje. Dokładamy oprawę ideologiczną do zdjęć, żeby klient pomyślał sobie dokładnie to, co chcemy. To właśnie ta wspomniana wcześniej manipulacja.

A.Sz.: Powiedział Pan podczas spotkania, że zdjęcie nie odwzorowuje rzeczywistości i wszyscy jesteśmy oszustami – w tym tkwi siła oddziaływania obrazu fotograficznego. A z drugiej strony podstawą fotografii jest związek z rzeczywistością.

W.K.: Ten związek jest inny, niż my sobie wyobrażamy. To wyłącznie związek czasowy – musiała istnieć rzeczywistość, żebyśmy mogli ją sfotografować. Ludzie wyobrażają sobie, że ten fragment rzeczywistości musiał wyglądać tak, jak wygląda na zdjęciu, a to nieprawda. Mistrz słowa, żeby wpłynąć na psychikę, musi się sporo natrudzić. Fotograf nie. Istnieje pewne założenie, że w zdjęciach chodzi nie o informacje, a o emocje. Teoretycznie powinno być tak, że fotograf coś przeżywa, robi zdjęcie, pokazuje to zdjęcie odbiorcy i odbiorca też coś przeżywa. Guzik prawda.

A.Sz.: Fotograf może nic nie przeżyć, ale jest dobry i wie, jakich środków użyć, aby widz przeżył to, co przeżywa patrząc na zdjęcie?

W.K.: Tak, to jest właśnie to oszustwo.

A.Sz.: Każdy fotograf produkuje tony chłamu. Jak wygrzebać z nich esencję esencji?

W.K.: Nie ma żadnych zasad.

A.Sz.: Jaki sens w takim razie mają konkursy fotograficzne?

W.K.: Teoretycznie zasad nie ma, ale kiedy poprosimy grupę ludzi o wskazanie z całego zestawu zdjęć jedynie tych, które im się podobają, to 80% widzów dojdzie do takich samych wniosków. Oni nie muszą wiedzieć „dlaczego”. Mogą powiedzieć: „To mi się podoba, a to mi się nie podoba.” Chociaż… gdyby zdjęcia nadsyłane na Word Press Photo były oceniane przez ludzi drogą smsową, to wygrywałyby portreciki dzieci i zachody słońca.

A.Sz.: A co, jeśli autor podejdzie do problemu „po ojcowsku” (czyli wszystkie jego zdjęcia są cudowne)?

W.K.: Autor musi wybrać takie zdjęcia, które będą go reprezentowały. To od autora zależy, do jakiego stopnia potrafi być wobec siebie bezlitosny i wymagający, a także na ile będzie sobie podbijał poprzeczkę i będzie bezwzględny w wyborze. Jeżeli autor jest sam w sobie zakochany, to będzie wypuszczał ten „chłam” ale potem nie powinien dziwić się opiniom głoszącym, że jest kiepskim fotografem. Trzeba zrozumieć, że i pierwszy, i drugi fotograf, produkują tyle samo „chłamu”. Istota tkwi w tym, co pokażesz, a co zostawisz dla siebie. Jeżeli dobra jest tylko jedna połowa zdjęcia, ale w całości nie działa ono na odbiorcę, to „won”!

A.Sz.: Co jest kluczem do sukcesu? Technika, moment naciśnięcia czy miejsce, z którego fotograf robi zdjęcie?

W.K.: Zawód fotografa w 80% polega na tym, gdzie stanąć, na przygotowaniu pozycji, z której patrzysz. Reszta to moment kiedy nacisnąć migawkę. Poza tym w grę wchodzi jeszcze szczęście. Decyzja o zrobieniu obrazu to decyzja intuicyjna. Zdjęcie to jest zawsze reakcja na rzeczywistość. Nie wolno oczekiwać konkretnego obrazu, bo wtedy człowiek „przepuszcza” to, co się dzieje wokoło, nastawia się na jeden obraz i tylko tego obrazu szuka. Żeby widz miał wrażenie uczestnictwa i mógł silnie reagować na obraz aparat musi być członkiem grupy, która jest fotografowana. Tego wrażenia nigdy nie zbuduje się teleobiektywem.

A. Sz.: Fotografia to sztuka czy rzemiosło?

W.K.: Pojęcie „fotografia” odnosi się tylko i wyłącznie do technologii. Fotografia to technologia, która produkuje obrazy. Jeden obraz może być dziełem sztuki a drugi obraz może być produktem rzemieślniczym. Zdjęcia studyjne to czyste rzemiosło: fotograf robi to, co klient zamawia. Gdybym zaczął robić zdjęcia studyjne, to byłaby kompromitacja, bo ja się na tym nie znam. Poza tym mnie aranżowana fotografia nie obchodzi.

A.Sz.: Na ile prezentujemy w obrazach świat zewnętrzny, a na ile ten, który nosimy w sobie?

W.K.:Historia fotografii mówi, że osobowość fotografa może w znacznym stopniu wpłynąć na zdjęcie. Ja bym powiedział inaczej. Jeśli człowiek robi coś latami i robi to dobrze, to w międzyczasie zyskuje większą świadomość tego, czego szuka, kim jest. Jednym ze skutków tej działalności jest to, że poznajemy siebie. O sobie tego do końca powiedzieć nie mogę, bo jeszcze nie wiem, kim jestem.

Wszystkie poniższe zdjęcia są autorstwa pana Witolda Krassowskiego

Koniecznie zobaczcie też: Krassowski ocenia

 

o autorze

Agnieszka Szwajgier

Najchętniej angażowałaby się wszędzie i we wszystko. Jeszcze wciąż idealistka. W dzień obserwuje, nagrywa i zapisuje, w nocy dręczy sąsiadów grą na skrzypcach. Marzy o kolejnej serii dr. House’a i pokoju na świecie.

jeszcze nie ma komentarzy

Dołącz do rozmowy