Urban Highline Festiwal – jak widzą go uczestnicy


Urban Highline Festiwal,

integralna część Carnavalu Sztukmistrzów odbył się po raz siódmy. Ponownie, zadzierając głowę do góry, mogliśmy podziwiać poczynania śmiałków spacerujących po rozciągniętych między budynkami taśmach. Dzisiaj postaramy się przybliżyć ich sylwetki, poznamy ich opinię o festiwalu i naszym mieście.

Zacznijmy więc od rozmowy z bezsprzecznym weteranem imprezy:

Cześć jestem Cinek z Wrocławia. Jestem po raz piąty na Urban Highline Festiwal. Uważam, że jest to genialna impreza, jedyna w swoim rodzaju, organizowana na ogromną skalę, przylatują tutaj ludzie z całego świata. Jest duża siła i ciągle duży potencjał w tym festiwalu. Fajne jest, że ten highline został przeniesiony z gór, na malowniczą i klimatyczną starówkę, ludziom się to podoba. Ściągają tu zewsząd, bo mają okazję pochodzić długie i krótkie taśmy. Jest bardzo dużo ludzi początkujących, co jest też ogromną zaletą festiwalu. Dzieje się sporo, mamy zawody trickline’owe, towarzystwo się nie nudzi, zawsze się jakoś dobrze zabawimy. Jeśli ktoś ma ochotę na poznanie ludzi, poznanie tego sportu, to zdecydowanie powinien tu przyjechać.

Możesz przybliżyć genezę slackline?

Nie wiem na jakie lata dokładnie się datuje początek slackline ( początek lat 80.-przyp. autora) ale powstało to w taki sposób, że w Yosemite w USA, wspinacze zaczęli w dni rest’owe chodzić po łańcuchach, zobaczyli, że da się na tym utrzymać równowagę i zaczęli to rozwijać. Łańcuchy zamienili na taśmy, a ponieważ taśmy mają dużą wytrzymałość, zaczęli robić to na wysokości. Tak narodził się highline, czyli slack’i na wysokości.
Ze Stanów Zjednoczonych slackline zaczął rozprzestrzeniać się na świat, trafił do Europy. Obecnie w Europie jest najwyższy poziom na świecie, rekordy długości przejść lecą co chwile, a tempo w jakim rozwija się ten sport jest zawrotne.

Czy są festiwale podobne do Urban Highline?

Są festiwale typu urban, ale niewiele o nich wiem. Można by porównywać, ale Urban Highline będzie trzymał się na szczycie jeśli chodzi o organizację, ilość atrakcji. Tak naprawdę jest już legendą, to siódma edycja tego festiwalu. Bardzo mało ludzi którzy tu przyjeżdżają, siedem lat temu miało pojęcie, co to jest slackline, a to już się działo. I wszystko organizowane, przez tę samą ekipę, to jest genialne.

 

  Cześć, jestem Flavio, mam 33 lata, przyjechałem z Rumunii. Na Urban Highline w Lublinie jestem czwarty raz, bardzo lubię tu przyjeżdżać. To niesamowite spotykać przyjaciół, dowiedzieć się, co robili przez ostatni rok. Fajnie jest poznawać nowych ludzi, którzy są tu po raz pierwszy.

Co sądzisz o Urban Highline i jak wypada na tle innych imprez tego typu?

Nie bywam na wielu imprezach typu slackline. Zwykle są daleko i wyjazdy są kosztowne. Nie mam też dużo czasu. Mimo tego czuję, mam wewnętrzne przekonanie, że to jest jeden z najlepszych festiwali.
W Rumunii razem z przyjaciółmi jeździmy za miasto i chodzimy po taśmach. Ale tu jest inaczej, tu jest braterstwo. To taka wielka rodzina slacklinerów. Bardzo to lubię.

 

Johan z Belgii

Czym się zajmujesz?

Pracuję jako nauczyciel sztuk cyrkowych. Prowadzę zajęcia z akrobatyki, jazdy na jednokołowcu, chodzenia po linie. Moimi uczniami są zarówno dzieci jak i dorośli.

Co myślisz o Urban Highline w Lublinie?

To moja pierwsza taka impreza. Dotychczas uczestniczyłem w wydarzeniach żongleskich. Uważam, że to wspaniały festiwal, piękne stare miasto, świetne miejsce do chodzenia na wysokości. Zwykle slackline uprawia się w górach, ewentualnie między drzewami etc. Tutaj robimy to między budynkami jest mnóstwo ludzi, to czyni tę imprezę unikatową.

Widzę, że miałeś wypadek…

To nic wielkiego – idziesz, tracisz równowagę, spadasz. Jedyne co chcesz zrobić, to złapać taśmę. Taśma jest elastycza i mocno napięta. Drgając, uderza cię, a to naprawdę boli. Ale lepiej złapać się taśmy niż spadać. To dobre ćwiczenie.

Przyjedziesz na następny festiwal?

Oczywiście, wrócę do Lublina za rok.

 

  Mam na imię Gabi, przyjechałam z małej wyspy na Karaibach – Curacao. Jestem pierwszy raz na Urban Highline w Lublinie i wogóle pierwszy raz w Polsce.
Polubiłam to miasto, ono naprawdę żyje, dużo przyjaznych ludzi. Jedzenie jest dobre, a przy tym tanie, wszystkim się to podoba.
Kiedy tu przyjechałam, nie planowałam nic osiągnąć, nie miałam wielu przejść na taśmach. Z biegiem czasu poczułam, że muszę zrobić coś, czego nie robiłam wcześniej. Zmotywowali mnie spotkani tutaj ludzie. Zobaczyłam jak sobie radzą ze strachem, jak się zachowują w w takich samych jak mi się zdarzają, konkretnych sytuacjach. To jest bardzo inspirujące, jeśli chcesz się rozwijać i być lepszym. Dla mnie, to naprawdę bezcenne doświadczenie, dla mojej mentalności, przezwyciężania strachu.

 
 

Mam na imię Frank, przyjechałem z Niemiec.

Obserwowałem Cię, prezentujesz bardzo wysoki poziom…

Lubię to. Lubię slackline, lubię się wspinać i robię to często.

Jak Ci się podoba na Urban Higline?

W Lublinie jestem pierwszy raz. Nie wiedziałem czego oczekiwać i jestem mile zaskoczony. Spotkałem wspaniałych ludzi.
Jeżeli chodzi o festiwal to bardzo widowiskowe są taśmy przy katedrze. Chodzenie po taśmach pomiędzy wieżowcami (na Wieniawskiej) wymaga więcej wysiłku, ale to oczywiście też jest ciekawe.
Budynek Trybunału w którym jesteśmy jest dla nas przyjazny i miło się w nim spędza czas, prowadzi rozmowy, odpoczywa.
Koniec końców wszystko jest świetnie zorganizowane, niesamowity festiwal i mam nadzieję, że będę mógł przyjechać tu za rok.
Pozdrawiam wszystkich.

 

Nazywam się Manfred, przyjechałem z południa Niemiec z Monachium.
Na festiwalu w Lublinie jestem pierwszy raz. W ciągu ostatnich lat widziałem dużo zdjęć z tego wydarzenia i zawsze chciałem tu być.
W tym roku ukończyłem uniwersytet, mam więcej czasu, więc postanowiłem przyjechać. Bardzo podoba mi się atmosfera festiwalu i to, że zdobywam tu doświadczenie. Ja w Niemczech, także organizowałem pierwsze spotkanie highline, to bardzo interesujące zobaczyć, jak wygląda polska, oryginalna wersja wydarzenia. Lubię chodzić po linie, lubię dreszcz emocji będąc na wysokości… Średnie liny, tak je nazywamy, są obecnie dla mnie najlepsze, nie panikuję, nie boję się, po prostu chodzę.
Ludzie i widownia są wspaniali, festiwal jest świetnie zorganizowany.
Tak jak wspominałem, jestem pierwszy raz w Polsce i jest to fajne doświadczenie.
 
 
 

 
 
Mam na imię Irene i jestem z Holandii. Przyjechałam na Urban Highline, mimo, że nie mogę aktywnie w nim uczestniczyć. W kwietniu w parku, podczas treningu na taśmach, złamałam rękę. To nie było przyjemne.
Tak więc, jako że nie jestem przygotowana do chodzenia po taśmach… piję piwo, poznaję ludzi, miło tu być. Miasto, ludzie, wszystko jest OK. Cieszę się, że jestem tu w Lublinie.

 

 

 

Cześć, nazywam się Pedro, mam 20 lat, przyjechałem z Hiszpanii. Jestem Baskiem, mieszkam w Bilbao. Od dwóch lat jeżdżę po festiwalach slackline. Poznaję ludzi, zwiedzam nowe miejsca, trenuję, by być lepszym w tej dyscyplinie.

Co sądzisz o Urban Highline?

Po raz pierwszy przyjechałem do Lublina i jestem miło zaskoczony. Rozmawiałem z przyjaciółmi, którzy byli tu w poprzednich latach i trochę narzekali na zbyt mocno napięte taśmy, na kolejki do wejścia…
Po pierwszym dniu stwierdziłem, że festiwal jest niesamowity. Bardzo ładne miejsce, dużo taśm do chodzenia, mili, przyjaźni ludzie.
Bywałem na górskich festiwalach i tam jest zupełnie inaczej. Musisz martwić się o wszystko: wodę, jedzenie, miejsce do spania. W Lublinie impreza jest świetnie zorganizowana i wszystkim polecam tego doświadczyć.

 

 

Tak więc, siódma edycja Urban Highline Festival już za nami. Miło słyszeć, że uczestnikom podoba się Lublin i organizacja imprezy.
Już za rok następny festiwal. Czekamy!

 
 

o autorze

Krzysztof Cześniak

MacGyver losu. Był... no właśnie, kto mnie poznaje, dziwi się ile tego było. To już historia, nastąpił bilans nowego otwarcia. Obecnie fotoamator, czasami coś napisze... www.czesniak.com

jeszcze nie ma komentarzy

Dołącz do rozmowy